1. Cofamy się do czasów, gdy Gozo znane było tylko z Azure Window, o ile w ogóle istniało w świadomości turystów.
2. Philip z Gozo pokazuje nam mało znane zakątki wyspy (które od tamtego czasu mocno wypromowaliśmy i jak powszechnie wiadomo – nie ma już nieodkrytych miejsc odkąd założyliśmy tę stronę).
3. Wyruszmy w podróż szlakiem najpiękniejszych miejsc i smaków podążając śladami tubylca. Niektórych miejsc już nie ma, ale historię zostawiamy na pamiątkę.

Wyobraźmy sobie niewielką wyspę na Morzu Śródziemnym, można wręcz powiedzieć, że mityczną idyllę, w której czas zatrzymał się dawno dawno temu…

Ludzie są tu dla siebie życzliwi i pomocni. Uśmiechają się do Ciebie z naturalną sympatią i pozdrawiają szczerze a bardzo często również nawiązują dłuższą pogawędkę. Żyją bez pośpiechu koncentrując się na swojej pracy i pasji a często obie te rzeczy idą w parze. Zajmują się rzemiosłem, hodowlą, uprawą warzyw i owoców. Dbają przede wszystkim o rodzinę oraz zachowanie swojej tożsamości, z której są dumni a mają ku temu tyle powodów, ilu lat sięga ich historia.

Na tej pięknej wyspie ciepły chrupiący chleb kupuje się bezpośrednio u piekarza, który podaje go prosto z pieca, soczyste i pachnące słońcem warzywa farmer dowozi na sobotni targ, u hodowcy kóz i owiec dostajemy świeże i delikatne serki, a po mięso idziemy do rzeźnika. Na wyciągnięcie ręki są takie rarytasy jak lokalna aromatyczna oliwa z oliwek, esencjonalne wina, czy wyśmienite i oryginalne pasty pomidorowe zwane też konserwami. Swoją drogą powstały one dlatego, że na wyspie ubóstwia się pomidory w każdej postaci, natomiast dawniej nie było szklarni a ludzie chcieli zachować smak pomidora również na zimowe miesiące, gdy jest mniej słońca i nie mogą one samodzielnie rosnąć. Tak powstały pasty pomidorowe, które co ciekawe nie znają żadnej chemii. Osobiście jedliśmy pięcio-, sześcioletnią pastę pomidorową konserwowaną jedynie solą morską. Smakowała wyśmienicie.

Ten swojski klimat i kuchnię znajdziemy właśnie na Gozo. Warto wybrać się na tę wyspę co najmniej na kilka dni, żeby wieczorem przejść się ulicą i porozmawiać z ludźmi, żeby mieć okazję zrobić zakupy na targu, żeby zintegrować się z wyspą i poczuć bicie jej serca, usłyszeć ciszę popołudniowej sjesty, zobaczyć antyczne dziedzictwo, dotknąć klifów, zaciągnąć się zapachem ziół, odpłynąć w relaksującej otchłani ciepłego i krystalicznie czystego morza. Ten spokój duszy osiągniecie tylko na Gozo.

Może to brzmi kuriozalnie, ale żeby poznać prawdziwe smaki Malty – trzeba pojechać na Gozo. Mieszkańcy Malty cenią sobie dziedzictwo Gozo oraz ich ciągle żywą tradycję i sami często spędzają tu weekendy, wakacje lub przyjeżdżają całymi rodzinami właśnie na obiad. Napływ obcokrajowców stopniowo pozbawił Maltę jej pierwotnego charakteru, dlatego mieszkańcy szukają tu bliskich im obrazów. I być może się do tego wprost nie przyznają, ale faktem jest, że wynajmują tu mieszkania na dłuższe i krótsze okresy i chętnie odwiedzają ekologiczne gospodarstwa i restauracje bazujące na lokalnych produktach.

I w takiej właśnie restauracji mieliśmy okazję być. Mimo, iż znajduje się na Gozo w Marsalforn to 80% jej Klientów stanowią właśnie Maltańczycy. Można tu spotkać polityków, sportowców, celebrytów i gwiazdy, nie tylko maltańskie, lecz także światowe, jak choćby Sharon Stone. W tym miejscu można poczuć się wyjątkowo. Najwyższej jakości produkty idą w parze z najwyższym standardem usług co swoim nazwiskiem i sercem firmuje Philip Spiteri – Maltańczyk a właściwie Gozytańczyk z krwi i kości, który z ogromną pasją i zaangażowaniem od lat prowadzi wyjątkową restaurację, w której serwuje się tylko lokalne dania przygotowane na bazie ekologicznych produktów.

Restauracja wpadła nam w oko jeszcze przy okazji pierwszej wizyty, ale jak wiadomo co się odwlecze…

Dojazd a właściwie zjazd do Marsalforn jest kręty bajecznie malowniczy. Przy dobrej pogodzie można stąd zobaczyć Sycylię!

Czas płynie tu leniwie. Dzieci łowią ryby w morzu a tuz obok wiekowi mieszkańcy relaksują się w kąpieli morskiej

Widok na zatokę jest kojący. Śródziemnomorskie kolory cieszą nie tylko oko, ale i duszę

Nawet nie wiedzieliśmy kiedy w mgnieniu oka kelnerzy zastawili niemal cały nasz stół.

Swieże kalmary skropione sokiem z cytryny rozpływały się w ustach.

Od czego zacząć? Wszystko wygląda i pachnie fantastycznie!

Ta wspaniała pasta z pomidorów doskonale smakuje w połączeniu z maltańskim chlebem i oliwą z oliwek. Moglibyśmy to jeść bez końca. Pasta na zdjęciu była jedną z trzech, najsłodszą. Srednia miała mniej cukru i nieco więcej, smakowała równie doskonale. Po odwróceniu miseczki do góry dnem, pasta niezmiennie pozostawała na swoim miejscu jak dobrze ubita piana z białek.

Ta pasta była najintensywniejsza w smaku. Podaje się ją z chlebem maltańskim i oliwą z oliwek, do tego warzywa i dodatki według smaku. Pasta na zdjęciu ma kilka lat, przechowuje się ją w ciemnym i chłodnym miejscu, lodówka jest zbędna. Poza pomidorami użyto w produkcji soli morskiej, która nadała jej esencjonalny smak porównywalny do marmolady z suszonych pomidorów jeśli taka istnieje. Smak jest obłędny. Po prostu kakofonia zmysłów. Będziemy mieli okazję zobaczyć jak się przygotowuje takie pasty, więc niebawem podzielimy się tym doświadczeniem.

Plasterek tuńczyka z wczorajszego połowu, dziś już na naszym talerzu. Receptura od wieków ta sama. Wprawdzie Philip nam jej nie zdradził, ale jeśli chodzi o smak to trudno znaleźć porównanie do czegokolwiek. 

100% owczego sera w serze, słony serek z pieprzem, grillowany bakłażan, świeże listki bazylii i swojska kiełbasa to smaczne dodatki, które można zajadać z chlebem namoczonym w oliwie oraz posmarowanym konserwą pomidorową. Gryziemy chlebek i dogryzamy serkiem i pomidorkiem, a potem  bazylią lub odwrotnie.

Chcielibyśmy cofnąć czas i powtórzyć to!

Kto ma ochotę na pulpeciki?

Białe wino z Gozo smakowało wybornie i zaostrzało apetyt. Rewelacja!

Philip cały czas był z nami i dbał o to aby obsługa była na najwyższym poziomie. Nie jest to jednak nic nowego, ponieważ każdego dnia można go spotkać w restauracji doradzającego Klientom jak w lokalnym stylu należy się rozkoszować jedzeniem. Doświadczaliśmy tego przez długą chwilę a na dodatek Philip to człowiek encyklopedia jeśli chodzi o wszystko, co wiąże się z Gozo, a szczególnie z kuchnią, ponieważ to jego największa pasja.

Philip jest niesamowicie kontaktowym człowiekiem, bardzo bezpośrednim, przyjaźnie nastawionym do ludzi i chętnie dzieli się swoją olbrzymią wiedzą. To kolejna z osób, które poznaliśmy na Malcie, która bardzo ciepło wypowiada się o Polakach. W oczach Philipa Polacy zaskarbili sobie szczególnie jego uznanie w czasie jego pobytu w Australii. Philip planuje podróż do Polski.

Rodzina na Gozo to podstawa każdego biznesu. Mały Benjamin towarzyszył nam podczas lunchu.

Warto napisać kilka słów o Philipie, bo to wielki miłośnik Gozo. Philip zaproponował, że pokaże nam prawdziwe Gozo i słowa dotrzymał. Gdybyśmy mieli komunikacją publiczną przemieszczać się w niektóre zakątki to na jeden punkt musielibyśmy sobie zarezerwować pół dnia, całe szczęście szybko i sprawnie przemieszczaliśmy się samochodem nie zastanawiając się czy na pewno tędy droga? Niektóre wyglądały na prowadzące donikąd, ale w rzeczywistości były jedynymi ciągami komunikacyjnymi w okolicy. Nie było dla nas granic, wjeżdżaliśmy wszędzie tam, gdzie się mieściliśmy;-)

Philip Spiteri_the amazin lover of Gozo-0145Stromy zjazd na San Blas Bay na Gozo to dla Philipa żaden argument, żeby schodzić na nogach. Jedno z nas zdecydowało się jednak na samodzielne zejście. Jest naprawdę stromo i równie ciężko się wchodzi jak i schodzi, aczkolwiek kursuje tu jeep, który za bodajże 3 euro pozwala pokonać ten dystans na wygodnym siedzeniu.

Philip Spiteri_the amazin lover of Gozo-0184Philip pokazuje nam roślinę, która wydziela nieprzyjemny zapach.

Mieliśmy przyjemność poznać osobiście milionera, który żyje tutaj jak skromny pustelnik w Bieszczadach. Poprosił abyśmy nie zamieszczali jego wizerunku, ponieważ nie chce nic zmieniać w swoim życiu i ciągle chce się cieszyć swoim cichym miejscem na ziemi. Znany jest na Gozo jako król cytryn z doliny San Blas.

Może to nie wygląda, ale wiatr był bardzo bardzo silny. Po prostu należało się zachować tak, jakby ktoś podał komendę – Padnij!

Philip, jego tato i kózka Dolly (taki sympatyczny odpowiednik pieska).

Philip Spiteri_the amazin lover of Gozo-5556W przerwie między zwisaniem nad przepaścią a audiencjami u króla cytryn testowaliśmy lokalne wina i sery.

Philip Spiteri_the amazin lover of Gozo-5664… i piwa też:-)

Philip Spiteri_the amazin lover of Gozo-5700Oczywiście poznaliśmy całą rodzinę Philipa:-) Mili, sympatyczni i bardzo pomocni ludzie.

Philip Spiteri_the amazin lover of Gozo-5755Po drodze wielokrotnie mijaliśmy stanowiska nurkowe.

Philip Spiteri_the amazin lover of Gozo-5821Philip zabrał nas do wielu miejsc, do których ma ogromny sentyment. Tam opowiadał nam o swoich marzeniach. Trzymamy kciuki, aby wszystkie się urzeczywistniły.

Philip potrafił nas wieźć na drugi koniec wyspy, żeby pokazać region, w którym rosną najsmaczniejsze cytryny, najbardziej dorodne kapary, etc. Czy można to nazwać inaczej niż pasją?

Il-Kartell-0303Byliśmy też w winnicy Philipa. Jest okazała…

Il-Kartell-0307Jeśli na Gozo ktoś poczęstuje Was lokalnym winem – to bądźcie pewni, że winogrona zrywano z tych krzewów.

Z gospodarstwa rodziny Philipa rozciąga się widok na cytadelę. Piękny obrazek.

Wytwarza się tu wszystko, co tylko na Gozo możliwe: oliwę, wino, konserwy pomidorowe, przetwory owocowe, marmolady warzywne, syropy, gozyjskie serki, soki. Wszystko. To wyjątkowe miejsce.

Ale wróćmy jeszcze do tematu restauracji i smakowitości bo tytuł wpisu wskazuje przecież na to, że piszemy o rozkoszy kulinarnej:-) 

Klimat w restauracji sprzyja zarówno romantycznym kolacjom we dwoje…

…jak i zorganizowanym ucztom. Tutaj stolik czeka na miejscową rodzinkę, która bez szczególnej okazji zarezerwowała sobie miejsce. Bawili się aż do zamknięcia knajpy.

Frekwencja dopisuje, trudno się dziwić, kto nie chciałby spróbować lokalnego jedzenia?

To był gorący wieczór. Do dziś pamiętamy jak smakowało wtedy piwo.

Widok z restauracji działał jak aperitif.

Zdecydowaliśmy się na kociołek ryb duszonych razem na patelni. Jeśli będziecie to zamawiać – nie jedzcie startera bo nie ma szans, żebyście zjedli całe danie. Danie przygotowywane jest z ryb, które aktualnie są w menu, zatem na talerz trafiają zdobycze z porannego połowu:-)

Jak się dobrze przyjrzycie to w daniu znajdziecie też owoce morza, kalmary i bób.


Jako dodatek pieczone ziemniaki, ale niestety tylko skubnęliśmy bo woleliśmy delektować się rybami, które uwielbiamy:-) a żołądków sobie przecież nie rozciągniemy…:-(

Z tej miseczki wciągnęliśmy tylko oliwki. Nie wierzymy, że istnieje ktoś, kto zjadłby to wszystko. To niemożliwe.

Owoce morza zawsze są świeże. Nie trzeba co prawda łowić swojej kolacji, ale wskazać – jak najbardziej! Wystarczy podejść do akwarium.

Jeśli i Wy chcielibyście poznać Philipa nic nie stoi na przeszkodzie. Niestety nie odwiedzicie go w restauracji w Marsalforn, ponieważ już jej nie prowadzi. Marzeniem Philipa było otwarcie własnej restauracji i to marzenie ziściło się w 2016 roku, gdy pierwsi goście przekroczyli próg Ta’ Philip Restaurant w porcie Mgarr na Gozo. Oczywiście i tam czekają na Was bonusy. Jesteście ciekawi jakie? Zajrzyjcie koniecznie do wpisu o Restauracji Ta’ Philip – KLIK.

  • Jakub

    Wszystko pięknie (chociaż opis tak ekstatyczny, że można pomyśleć że to tekst promocyjny tej knajpy:)) jedzenie na Gozo faktyczne świetne, ludzie mili, ale ceny? Proponowany przez was zestaw „trochę” kosztuje… 🙂

    • Ideą tego portalu jest między innymi pisanie o tym jak jest na Malcie i Gozo. Jeśli coś jest do bani to o tym też piszemy, jeśli coś jest wyjątkowe i warte polecenia naszym zdaniem to czujemy się dobrze wewnętrznie, kiedy dzielimy się tą wiedza, zwłaszcza gdy codziennie dostajemy e-maile z pytaniami gdzie zjeść dobrze, lokalnie, w rozsądnych pieniądzach, z gwarancją, że nie będzie niespodzianek, czy sensacji jelitowych. Oczywiście opisujemy również miejsca, nazwijmy je umownie „niskobudżetowe” (ale ze smacznym jedzeniem i doskonałą obsługą), jak i miejsca, w których możemy sobie pozwolić na odrobinę luksusu. Jak wiadomo jakość ma swoją cenę. Mamy świadomość, że osoby, które wybierają się na Maltę mają różne preferencje, wśród których na pewno znajdą się i takie, które będą chciały celebrować wyjazd w sposób szczególny. I to jest odpowiednie miejsce dla takich osób. Poza tym warto się tam wybrać choćby na kawę, tylko po to by spotkać Philipa. Facet ma taką więdzę na temat kuchni i kulinariów, że po pół godziny rozmowy z nim można sobie otworzyć własną restaurację;-) Phipil wychował się na Malcie i zna mnóstwo ciekawych miejsc, może coś doradzić i przy okazji zarazić optymizmem i radością życia:-)

  • Jakub

    po co się tak tłumaczyć? 🙂 moim zdaniem wystarczyłoby dorzucić jakiś link do menu albo przykładowe ceny, choć z drugiej strony każdy sobie może to wygooglować…

  • Ola

    Czy możecie podać nazwy tych pięknych ( i pewnie przesmacznych) przystawek, które są na zdjęciach? Wydaje mi się, że samymi przystawkami da się najeść po uszy…. a smak… pewnie niebo w gębie….

    • Po tym e-mailu, na który Ci odpowiedzieliśmy pytanie pewnie już jest nieaktualne:-)

  • Krzysiek

    Dowiedziałem się dziś o waszym blogu i jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Od rana szperam sobie po wpisach i nabieram coraz większego apetytu nie tylko na obiad:), ale przede wszystkim na wyjazd na Maltę. Ta strona będzie moim osobistym przewodnikiem. Wielki szacun za kawał dobrej roboty. Krzysiek

  • Radek

    Nie ‚gozyjskich’ tylko ‚gozitanskich’ – reszta OK 🙂

    Pozdrawiam!

    • Szukaliśmy analogii w gramatyce, ale bez skutku. Autorzy większości książek unikają odmiany używając sformułowań – „mieszkańcy Gozo” lub „z Gozo”, etc. Tylko w jednej znaleźliśmy właśnie formę „gozyjskich” i jako, ze było to najlepsze i najbardziej rzetelne i oryginalne z czytanych przez nas wydawnictw, stwierdziliśmy, że musiał to sprawdzić jakiś dobry, doświadczony korektor, więc użyliśmy tej formy jako pewnika. Wiemy, że potocznie używa się różnych form, ale chętnie się dowiemy które odmiany są poprawne i dlaczego?

  • Ola

    Właśnie pobrałam vouchera do Il Kartell 🙂 chyba będę go mogła zrealizować w maju?? po przeczytaniu tego tekstu o jedzonku na Gozo wiem, że na pewno się tam wybierzemy 🙂 Dzięki za to wszystko, co tutaj piszecie !!

    • Wczoraj rozmawialiśmy z Philipem. Oczywiście ten voucher będzie ważny, choć może coś jeszcze tutaj zaproponujemy, jeszcze o tym nie rozmawialiśmy. Wiemy, że Il-Kartell będzie czynny do końca tego sezonu a potem Philip otwiera nową restaurację, więc na pewno o tym poinformujemy:-) Pzdr!

  • Darek

    WSPANIAŁY BLOG:) …. Widzę, że blog tętni życiem i miłością do Malty.
    Będę na Malcie rodzinnie z dzieciakami 10 i 9 lat. Lecimy 27/06 – 08/07. Na razie tylko zakupiony lot:) Mam do Was kilka pytań:
    1. znaleźliśmy hotel w Quawra, czy to dobre miasto do wypoczynku bez zgiełku miejskiego i dobra lokalizacja do częstych wypadów turystycznych?
    2. chcemy podróżować komunikacją miejską, czy bardzo zatłoczona?
    3. czy da się zwiedzać Maltę od godz. 15? czy zbyt wielki żar z nieba?
    4. ile planować na wydatki za obiado-kolacje w lokalnych restauracjach na rodzinę 2+2 (preferujemy kuchnię włoską, śródziemnomorską), czy kawa jest równie pyszna jak we Włoszech?

    • Hej,
      1. Qawra jest dobrze skomunikowana z resztą wyspy, ale zgiełk miejski jak najbardziej tutaj jest.
      2. Niestety w sezonie tak, ale w granicach możliwości autobusu. Kierowcy nie przekraczają tej granicy i gdy limit jest osiągnięty nie zatrzymują się na przystankach. Są takie czarne punkty (np w Qawra w okolicach Salina Garden), że trudno się tam załapać na autobus do stolicy lub na lotnisko. Ale to nie jest reguła. Tylko kilka razy mieliśmy takie przygody.
      3. Jak najbardziej. Ten maltański żar jest tłumiony przez wiatr, więc wcale nie jest tak parno i upalnie jak mogłoby się wydawać.
      4. Przy skromnym budżecie 7 euro od głowy (pizza bez popitki;-) Kolejny próg to średnio 15 euro (pasta lub danie + popitka). Wszystko, co powyżej 20 euro na głowę będzie na pewno wyśmienite. Zerknij na post „Ceny na Malcie” i zobacz też „Bugibba Bad Bull coś tam”.
      5. Tak, ale tylko we włoskich kawiarniach;-) A tak na poważnie to zawsze pytajcie jaką kawę serwują w lokalu. Zdarzają się przy plażach knajpy i punkty, w których serwuje się rozpuszczalną. Chyba nie ma nic gorszego w upalny poranek jak rozpuszczony lepik o klejącej konsystencji bez mocy.

      • Darek

        Wielkie dzięki:) Jesteście niesamowici – dziś pytanie, dziś odpowiedź.
        Czy angielskim da się skomunikować wszędzie? Czy z lotniska brać taksówkę (ile to może kosztować?) czy próbować autobusem do Quawra?

        • Staramy się odpowiadać szybko, akurat jesteśmy w restauracji z dostępem do Sieci… Angielski to tutaj język urzędowy. Wszyscy się nim bardzo dobrze posługują. Autobusem można dojechać bezpośrednio.

  • Naszym zdaniem zdecydowana większość restauracji na Malcie i Gozo jest tania. Ceny są bardzo podobne. Poza tym trudno też zepsuć rybę, steka, pastę albo pizzę, czyli główne pozycje z menu takich restauracji. Nasze prywatne odczucia i opinie bardzo się pokrywają z rankingami na trip advisor, więc sprawdź sobie tam jak dla każdego miasta i wsi taki ranking się prezentuje. Mamy zastrzeżenia jedynie do tych restauracji, które są określane jako najlepsze, ponieważ ich standard często jest jednak niższy, niż byśmy sobie tego życzyli, a wielu turystów szuka dobrej, eleganckiej restauracji na specjalne okazje i tu już jest trudniej zaproponować coś doskonałego. Zawsze jest jakiś brak albo w menu, albo w wystroju, albo w obsłudze, natomiast tanie restauracje są jak klony. To samo menu. Bardzo podobne ceny (w Sliema za to samo wyższe niż np. w Bugibba). Cóż dodać. Ważne, aby sztućce były czyste:-D