Zapraszamy do lektury  tekstu na temat komunikacji na Malcie. Autorem jest znany wszystkim odwiedzającym niniejszą stronę Obibok – autor najrzetelniejszych i najbardziej aktualnych map komunikacyjnych Malty i Gozo.

***

Zacząć trzeba od tego, że kierowcy dalej jeżdżą jak chcą. To znaczy niby z dworców ruszają w miarę punktualnie, ale potem czas ich nie interesuje. Jeśli rozkład zbyt luźny, to się nie przejmują i ruszają po 10 minut przed czasem, nawet z pętli i węzłów przesiadkowych. Koszmarek. Ale nowe rozkłady nie mogą wejść w życie, bo związki się nie zgadzają. To samo, co w Królestwie Niderlandów. Ot – demokracja. Usługa nie dla klienta, lecz dla pracownika.

Co do mapki tras, na lotnisku rozdają niby-aktualną. Roi się w niej od błędów. Wstawili fragment z nowymi liniami na Gozo. Wygląda jakby rysował przedszkolak w paincie; linie są błędnie (albo wcale) ponumerowane; w dodatku jest błędna informacja, że bilet z Malty nie jest ważny na Gozo.

Ale do rzeczy. Jeśli chodzi o samą Maltę, to stan nie uległ zmianie. Autobusy jeżdżą według starych rozkładów, układanych jeszcze przez Arrivę (zima 2014), mimo że na przystankach porozwieszano już te nowe, z pierwszego etapu reformy, które miały wejść w życie we wrześniu i rozbiły się o związkowców i nie wiadomo, co z tym dalej. Mało tego, na przystankach wiszą też tarczki z niektórymi liniami, które miały wejść w życie dalszych etapach reformy (na przykład 56, 80, 88). W dodatku na niektórych przystankach widziałem rozkłady z kosmosu, które identyfikowałbym jako lato 2014 (np. częściej jeżdżące 42 i 101). Dlatego nie radzę korzystać z tego, co na przystankach. Oczywiście u nas taka sytuacja nie do pomyślenia. Ludzie by zrobili szum i leciałyby stołki. A oni beztrosko odpisują, że tak – zamierzają to opublikować, ale strona w budowie, uzgodnienia w toku itd. I tak już od ponad roku. No cóż, nie przepadam za kulturą brytyjska, ale Arriva zrobiła im trochę porządku, ale jak pojawili się Hiszpanie, to wiedziałem że połączenie mentalności maltańskiej z hiszpańską mogłoby dać świetne efekty w gastronomii, ale nie w komunikacji. Dla nich się liczy tylko Tallinja i nic więcej. Rozkłady w ogólności są wciąż dostępne tu:
http://publictransport.com.mt/… ale ta strona nie jest już obsługiwana, więc trudno ją znaleźć.

Co do Gozo jest odwrotnie. Obowiązują trasy z reformy, która weszła w życie 21 czerwca, plus do tego korekty rozkładu i zimowe ograniczenia, które wprowadzili w październiku. Tu dla odmiany wszystko pięknie wisi na przystankach, ale nigdzie nie można tego znaleźć w sieci. Jakby ktoś chciał, to dysponuję prawie pełną wersją, opracowaną dzięki uprzejmości kolegi Dariana, który podrzucił zdjęcia z przystanków. W głowie mi się nie mieści, że potrafili opracować rozkłady, postawić ładne nowe słupki, powiesić tabliczki, ale nie potrafią wrzucić w internet jednej prostej kartki A4 ze skróconymi godzinami. Ale cóż, odwrotnie niż w Grecji – tam jest tylko w internecie, jeśli w ogóle.

Pozostaje jeszcze kwestia linii lokalnych jeżdżących po Valletcie. 133 to kultowa linia (obsługiwana małymi volkswagenami), która jeździła ciasnymi uliczkami stolicy (w tym i północnym odcinkiem triq ir-Repubblika). Kończyła na przystanku Kastilja (to jest to rondko powyżej głównej bramy miejskiej, skąd jest fajny widok na trójmiasto), podobnie jak 122,123,130 i 132 (Park&Ride). Roku temu spotkałem 133 przeciskające się po deptakach, za to nie było tych pozostałych, choć rozkłady na rondku wisiały. Tym razem przystanek zniknął, a na podjeździe wisiał jedynie rozkład 133 i dość enigmatyczna rozpiska tajemniczej linii „Park&Ride” (wychodzi, że to 132). Zauważyłem jednak, że 122 i 123 jeżdżą teraz do dworca i oto na dworcu odnalazłem nowy słupek przystankowy dla 122,123,130,133 i P+R. Co ciekawe, powiesili rozkłady, ale nie zmienili w nich trasy (jakby Arriva zablokowała im możliwość edycji). P+R nie widziałem (chyba że coś, co jeździło z kartką „Staff Bus” i woziło kierowców). Natomiast łażąc po uliczkach stolicy nie doczekałem się 133, mimo że na przystankach czekało kilku zwiastunów. I oto przeżyłem szok na nabrzeżu, widząc 133 jadące 15 minut przed czasem, obsługiwane przez duży chiński autobus (ciekawe, zważywszy że na kluczowe linie wysyłają ciasne tureckie maluchy). Wydedukowałem, że pewnie jeździ pomijając starówkę i postanowiłem się przejechać. To wówczas odnalazłem ten słupek na dworcu (co ciekawe, znalazłem go po… numerze rejestracyjnym autobusu, bo choć stoi tuż przy punkcie obsługi, to autobusy skutecznie go zasłaniają. No i było trochę śmiechu, bo autobus stał wygaszony już po odjeździe. Wówczas skapnął się jeden z tych panów z nadzoru, co to biegają z wielkimi kartkami i notują punktualność, zaczął biegać i krzyczeć. Żartowałem, że szuka dla nas kierowcy. I tak faktycznie było. Wpadł do punktu socjalnego, coś nawrzeszczał i po chwili kierowca wypadł speszony, przybiegł na przystanek i gromko zaanonsował „one-three-three”. Potem czekaliśmy trochę, aż komputer się odpali, żeby móc odbić kartę i autobus się napompuje (tu kierowcy zabrakło cierpliwości i pojechał niedopopowanym), po czym odbyliśmy rundkę wokół murów stolicy, zupełnie pustym autobusem. Tak jak się spodziewałem – niestety w ogóle nie wjeżdża w ciasne uliczki, jedzie tylko zewnętrznym wałem. Nie mam pojęcia, czy to na stałe (komuś przeszkadzało i znikła jedna z większych atrakcji), czy to chwilowo, bo akurat dali duży autobus. Dzień wcześniej bowiem był normalnie volkswagen (widziałem go na dworcu), a przystanki na uliczkach stoją po staremu. Jeśli ktoś jest w stanie to ustalić, to będę wdzięczny.

Tabor. Tu kolejny koszmarek – po tym, jak Hiszpanie zakupili 40 miniaturowych okarów z Turcji, które świetnie się sprawdzają na ciasnych uliczkach, ale zabierają połowę mniej pasażerów, czekałem na ich dalszy zakup (miało być łącznie 140). Okazało się, że zakupili tylko otokary (plus tych kilka używanych mercedesów citaro, odkupionych od angielskich lotnisk). I teraz tak – na liniach lotniskowych w mercedesach jedzie się przyjemnie, w „chińczykach” rzęzi, stuka i charczy, ale jest trochę miejsca, choć za zakup autobusów z jednymi drzwiami powinno się Brytyjczyków zesłać do Sherwood, natomiast jeśli podjedzie otokar to spora jest szansa się nie zmieścić. Myślałem, że dadzą je na linie drugorzędne, ale oni najwyraźniej potraktowali je jak normalny tabor (no, choć przynajmniej mają drugie drzwi…) i spotkać je można wszędzie. Jedynie lotniskowe są od nich wolne, ale… te akurat jeżdżą dość puste. No, może z wyjątkiem X3 na odcinku Rabat – Buġibba jeździ przepełnione, bo tam brakuje linii lokalnej. Rząd i Hiszpanie łudzą się, że problem tłoku w autobusach rozwiążą wprowadzając te nowe linie, ale jak dla mnie mnożenie linii zamiast zwiększania częstotliwości może dać odwrotny efekt. Tak więc – wsiadajcie raczej na pętlach, gdy autobus jest jeszcze w miarę pusty. Albo korzystajcie z linii drugorzędnych, w których nie ma tłumów. Na przykład zamiast jechać 82 można się przejechać czymkolwiek pod szpital Mater Dei i stamtąd 210. I podobnie w innych przypadkach.

A na koniec karta Tallinja. Co ja sądzę o tych wszystkich elektronicznych wynalazkach, to pewnie już pisałem, ale cóż – świat bzikuje. W każdym razie nie liczcie na do, że doładujecie sobie za X euro, a jak braknie, to doładujecie. Naładowaliśmy sobie obie karty po € 10 na próbę. Wyświetla się komunikat, że doładowanie potrwa 24 h, ale w internecie od razu pokazuje pełną kwotę. No to przed wyjazdem jeszcze doładowaliśmy mniejszymi kwotami. Zajeżdżamy, a tam kasowniki bezczelnie pokazują € 10. Skapnąłem się, że nie minęły jeszcze 24 godziny. Ale następnego dnia wciąż to samo; mało tego – doładowanie znikło z internetu. Tak jakby dane o skasowaniach nadpisały właściwe saldo. Ale potem wszystko się wyrównało – kwota doładowań pojawiła się na karcie. Na jednej po 48 godzinach, na drugiej po 60. Nie ma jak nowoczesność. Oczywiście nie ma możliwości sprawdzenia historii doładowań, podróży itp.

To tyle narzekań, żeby się każdy nastawił na nieprzewidziane trudności. Bo jak się już na to nastawicie, to poza tym jest oczywiście super!

************************

Celem wzbogacenia relacji, po konsultacji z autorami serwisu postanowiłem wrzucić opowiastkę o jednym ze swoich dni na Malcie, która może posłużyć jako wskazówka, jak sprawnie przemieszczać się po Malcie, nie przejmując się trudnościami.

Najważniejsze jest nastawienie. To nieprawda, co czytałem na niektórych stronach, że w komunikacji na Malcie nic nie wiadomo i nic nie działa (ja byłem całkiem zadowolony), ale jak widać z powyższego opisu, problemów może być sporo. Dlatego wciąż uważam, że dobrze nastawić się, że wszystko będzie źle. Wtedy zaskoczenie może być pozytywne, do tego luzik, uśmiech i miłe wspomnienia.

A zatem: Przede wszystkim zaopatrzyć się w komplet rozkładów jazdy i mapki, które udostępniamy na tej stronie oraz zdecydować wcześniej o rodzaju biletu. Bilety 7-dniowe dają pełną swobodę, a zamówienie karty Tallinja oszczędności. Ja wybrałem drugą opcję, choć w sumie nie lubię takich taryf. Bo gdy cena jest uzależniona od liczby i czasu przejazdów, to pasażer zamiast jeździć jak najwięcej, kombinuje jak tu jeździć jak najmniej. Do tego może być niesprawiedliwie, bo jeden autobus ucieknie i w kolejnym nie zaliczy już przesiadki. Czyli cena zależy od punktualności. Jeśli tak czy inaczej ktoś zamawia kartę, warto doładować wcześniej na odpowiednią kwotę, bo – jak pisałem – proces doładowania może trwać kilka dni. No i jak chcecie wrócić z Blue Grotto, to nie zwracać uwagi na to, że na przystanku wisi rozkład 71 do Valletty, bo taki autobus zimą nie kursuje.

Chciałem opowiedzieć o pewnej listopadowej sobocie, gdy wyznaczyłem sobie do zwiedzenia Kemmunę (Comino) i Għajn Tuffieħa (Golden Bay). Pozornie niedużo, ale zważywszy, że nocuję zazwyczaj w Birżebbuġy, odległość do Ċirkewwy jest spora (autobusem trzeba liczyć ze dwie godziny), dzień zamierzałem zacząć od kąpieli w morzu, na kolację zamierzałem się udać do Sliemy i obejrzeć stamtąd Vallettę w promieniach zachodzącego słońca, a dni w listopadzie są krótkie (i promy z Comino po południu rzadziej pływają), robiło się dość karkołomnie. Pierwotny plan wydawał się prosty – pojechać X4 o 10:56, na lotnisku przesiąść się na X1 o 11:23, które dotrze na miejsce o 12:36, następnie prom o 13:10, powrót 14:30, autobus 101 do Golden Bay o 15:24, stamtąd 225 do Sliemy o 16:26 i mamy zachód słońca o 17:34. Jednak po konsultacji z drugą połową postanowiłem sobie utrudnić i zaliczyć jeszcze Popeye. Autobus na Popeye jedzie tylko 6 minut, ale raz na godzinę, podobnie jak 101/102, a to oznacza, że na tę krótką wyprawę trzeba przeznaczyć aż dwie godziny. Co prawda można pójść pieszo, ale to niewiele przyspieszy.

Stanęło więc na tym, że pojedziemy godzinę wcześniej, zachód słońca obejrzymy na Golden Bay, a w Slieme będzie tylko zaliczanie knajpki. Wyszło więc tak: można jechać 82 o 10:04 i przesiąść się na przystanku Bombi w 42. Tyle że na przesiadkę byłoby 0 minut (10:39 – 10:39), a do tego należało liczyć się z korkami w okolicach Mosty i przyjazd do promu na 11:51 mógł być ryzykowny. Postanowiłem więc jechać tym 82 o 9:44 i przesiąść się na 41 o 10:19, a jak się nie uda, to dopiero 42 o 10:39. Były też inne opcje (np. przesiadka z X4 na X1, ale też przyjazd do promu wypadał na 11:51). Chodziło mi po głowie, by dodatkowo się ubezpieczyć i pojechać X4 o 9:26, które w Bombi jest już o 10:09. Tyle że jeszcze z balkonu zobaczyłem, jak X4 rusza sobie z pętli beztrosko o 9:18, czyli 8 minut wcześniej. Norma w tym miejscu. No to poszliśmy sobie na 82. Ono też było oczywiście przed czasem (9:39 zamiast 9:44). Myślałem, że to zbyt długi czas rozkładowy między pętlą Marconi a centrum miejscowości. Ale potem spacerowaliśmy w rejonie pętli i wiem, że oni sobie tam przyjeżdżają 10 minut przed czasem, postoją chwilę, znudzi im się i ruszają przed czasem z powrotem. No ale zdążyliśmy.

Po drodze było trochę korków, ale rozkład jest na tyle luźny, że i do Bombi dotarł przed czasem – 10:15. No to spokojnie czekamy na 41. Do godziny 10:33 się nie pojawiło. Nic dziwnego, w końcu w środkowej części wyspy są korki. Za to pojawiło się 37, które powinno być 10:17. Decyzja szybka – wsiadamy. Trzeba jeździć na zasadzie „byle do przodu”, a wybór drugorzędnej linii z reguły jest pozytywny. No więc jedziemy sobie tym 37 i zaczynam kombinować. Ono jedzie trochę pokręconą trasą, więc jak pojawi się to spóźnione 41, to pewnie nas wyprzedzi. Ale nie ma co kombinować. Dochodzę do wniosku, że najlepiej pojechać do węzła przesiadkowego Mellieħa.

Obowiązuje zasada, że stamtąd jest bardzo dużo linii do Ċirkewwy, więc nawet jeśli utkną w korkach, to któryś się pojawi (dlatego właśnie w nowoczesnych miastach, jak Wiedeń, liczbę linii się ogranicza, bo lepiej, żeby jedna jeździła co 5 minut, niż kilka podobnych rzadko). Ale po drodze zaczyna mnie kusić. Jeśli nasz autobus utrzyma spóźnienie 16 minut, to na węźle będziemy mieli 4 minuty na przesiadkę na X1. X1 jedzie szybciej, więc możemy wysiąść już pod szpitalem i zaczekać na nie 20 minut. Ale nie chcę ryzykować. Ono też może się spóźnić, a na wyspie wciąż stoją znaki o spodziewanych korkach na remontowanej trasie wzdłuż wybrzeża Salina. Wygrywa pierwotna opcja z silną wiązką linii z węzła Mellieħa. Jedziemy – opóźnienie przez całą trasę 16 minut. No cóż, gdy się spieszymy, to akurat rozkład nie jest luźny. Ale pamiętamy o naczelnej zasadzie – zakładać, że może być kiepsko, przewidzieć trudności i nie tracić dobrego humoru.

Do Mellieħy docieramy na 11:31, a X1 powinno być 11:35. No i super. Tyle że okazuje się, że ono w korku jednak nie stało i widzimy, jak bezczelnie wyjeżdża z węzła o 11:30. No to czekamy na COŚ. Zerkam nawet w rozkłady na przystanku (jakiś dziwny odruch), ale wybucham śmiechem, bo wiszą nieaktualne z lata 2014, gdzie 42 jeździło co pół godziny, 41 w zupełnie innym takcie, a 101 i 102 co 45 minut. W końcu pojawia się opóźnione 18 minut 222 i jedziemy dalej.

Potem wszystko już przebiega sprawnie. Wciąż nie opuszcza nas dobry humor i nawet 20-minutowe opóźnienie linii 102 nie psuje nam planów. Jedyny mały minusik to pogoda na Golden Bay. Zachód słońca został mianowicie odwołany przez… chmury.

O Autorze

Założyciele portalu maltaigozo.pl. Miłośnicy Malty, a w szczególności Gozo.

  • Andrzej Szuprytowski

    Taaa, zdecydowanie nie jestem żadnym ekspertem od transportu publicznego na Malcie ani gdziekolwiek indziej. Ni mniej ni więcej w miniona niedzielę wróciłem po tygodniowym pobycie na Malcie. Po przeczytaniu powyżeszgo tekstu nie trzeba znać autora by celnie stwierdzić, że pisał to Polak 🙂 Wszystko do bani i najlepiej organicację transportu publicznego na Malcie powierzyć Obibokowi 🙂
    Osobiście kupiłem tygodniówkę za 21 Euro i jeździłem bez ograniczeń zupełnie nie zerkając na godziny odjazdów. Będąc teraz widać jakie są korki, nie chcę być tam w sezonie letnim. Zachowanie rozkładu jazdy w takich korkach graniczy z cudem al;e fakt, powód do narzekania jest.
    Warto jednak sobie przyswoić, że ani Na Malcie anie gdziekolwiek indziej organizując rozkłady jazdy komunikacji nie bierze się pod uwagę naszej mentalności – narzekactwa.
    Ja przynajmniej nie widziałem biegających za autobusami a potem ziejących w nich sfrustrowanych pasażerów. Wszechobecny spokój i uśmiech na twarzach. Taak, to też może być frustrujące 🙂

    Autobusy jeździły często i często też zapełnione, dwa razy nie zabrał nas z przystanku. Mam za to obwiniać kierowcę czy nadmiar turystów?
    Byłem tam w trakcie szczytowania UE 🙂 setki policjantów i barierek.
    Luzik 🙂

    • obibok

      Gratuluję czytania ze zrozumieniem. Napisałem na końcu wyraźnie, że opisałem te minusy po to, żeby każdy się negatywnie nastawił, bo jak się negatywnie nastawi, to potem można się co najwyżej, że rzucę takim popularnym oksymoronem „miło rozczarować”. Poza tym ten tekst był tylko elementem większej dyskusji/

      Ja też ogólnie jestem zachwycony komunikacją na Malcie. Gdy jechałem tam pierwszy raz, to naczytałem się, że tam autobusy jeżdżą poopóźniane, nigdy nie wiadomo, czy przyjedzie, a czasem kierowca oświadcza, że ma w dupie i kończy kurs w połowie. Byłem już kilka razy i generalnie jest ok. Dzięki posiadaniu kompletnego rozkładu w kieszeni planowałem skomplikowane przejazdy z przesiadkami i zawsze grało. Jeżdżenie bez patrzenia na rozkłady by mi nie wyszło, bo wiele linii jeździ raz na godzinę i bez rozkładów dnia mi nie starczyło. Na przykład ostatnio – mieszkając w Birżebbuġy zdążyłem jednego dnia zaliczyć kąpiel w morzu, Komino, Popeye, Golden Bay i jeszcze pojechać do knajpy w Valletcie. Sugerowałem też w tekście, żeby nie jeździć jak lemingi głównymi liniami, a kombinować te poboczne i wszystko gra.

      Co jednak nie zmienia faktu, że dobrze nie jest, ale to mnie nie dziwi, bo to normalne w mentalności południowców, a ja dużo po tych krajach podróżuję. I przykre jest, że jest źle, a może być lepiej, bo za czasów Arrivy było naprawdę nieźle. Ale oczywiście dla Polaków może być szokujące. W Polsce jesteśmy na etapie wzmożonego kontaktu z pasażerem różnymi kanałami i raczej w głowie nam się nie mieści, że oni nie publikują rozkładów jazdy, albo powieszą takie, które nie weszły w życie. Wiszą zupełnie inne linie, na innych trasach itd.

      Wiele osób narzekało tu na opóźnienia i na tłok (pełne autobusy nie zatrzymują się na przystankach). I podobnie jak Ty uważam, że opóźnienia to wina samochodziarzy, a nie przewoźnika. Co do tłoku – trudno mieć pretensje do usługodawcy, że ma wzmożony popyt. Nawet próbuje coś robić w celu zwiększenia, ale mu związki blokują. No ale już na pewno winą obecnych właścicieli jest zakup na tak zatłoczone trasy miniaturowych autobusów, zaś winą poprzednich właścicieli (Arrivy) zakup autobusów z jednymi drzwiami. Wydostanie się przodem z zatłoczonego autobusu to koszmarek.

      A co do punktualności – nie piję do opóźnień. Ale jeśli autobus jeżdżący raz na godzinę rusza sobie z pętli 10 minut przed planowym odjazdem, a następnie beztrosko jedzie, albo idzie sobie po drodze na kebaba, to jednak jest nie halo. A tu taka sytuacja ma miejsce permanentnie.

      • Andrzej Szuprytowski

        Pisząc co napisałem nie zamierzałem przemycać żadnych złośliwości czego jednak autor tekstu pod moim adresem nie omieszkał poczynić.
        Ok rozumiem, tu tylko specjaliści maja prawo do wyrażania opini.
        Nie ma sprawy bawcie się sami sobą.
        Na Malcie nikt tak atakujący mnie nie znalazł się. Wróciłem do kraju i nie ma preoblemu – musiałem dostać w twarz od „ekspertów”
        Pozdrawiam i życzę tyle życzliwości wobec innych ile mają Maltańczycy.
        Tu jest Polska i ja to wiem.
        Dziekuję

        • Panie Andrzeju, niepotrzebnie czuje się Pan urażony. Zaistniała tutaj sytuacja dowodzi tylko temu jak bardzo drażliwy jest temat transportu na Malcie. To naturalne, że opinii będzie tyle, co pasażerów, a w tym miejscu jak najbardziej wszystkie je można wyrażać. I jest niemal pewne, że często nie będzie zgody, ale to jest też istotą dyskusji, dlatego na przyszłość już apeluję do wszystkich o konstruktywne wnioski i nie spieranie się w kwestiach, które najbardziej powinny zajmować Malta Public Transport a nie osób postronnych (turystów/pasjonatów). Pozdrawiam

          • obibok

            No ale teraz to ja mógłbym się czuć urażony. Pan Andrzej wytknął mi (choć oczywiście kulturalnie), że musiał to pisać wiecznie niezadowolony Polak. Na niektórych forach takich się nazywa „Januszami”. Toteż równie kulturalnie – w moim odczuciu – wytknąłem mu, że nie zrozumiał moich intencji, bo ja ostrzegam Czytelników przed problemem z brakiem rozkładów, błędami na mapach i niepunktualną jazdą, jednocześnie podkreślając, że jestem z tamtejszej komunikacji zadowolony. Jak na standardy południowe jest świetna.
            Myślę więc, że znaleźliśmy wspólny punkt widzenia, więc w czym problem?

          • Andrzej Szuprytowski

            Problemu nie ma tylko wtedy kiedy każda strona szanuje drugą. To, że Polacy są malkontentami to żadne moje odkrycie i użyłem tego tylko po to by podkreślić, że cały tekst jest czystym narzekactwem (może pan uważać, że tak nie jest) ale sugerowanie mi abym czytał ze zrozumieniem jest zdecydowanie niegrzeczną formą komunikacji.
            Zdecydowanie wielka Pańska wiedza w temacie jednak nie uprawnia Pana do takich sformułowań, przeciwnie świadczy o zarozumialstwie. Zawodowiec w temacie winien wykazać się wyższą klasą..
            To wszystko.

  • eWA

    ej coś przesadzasz, byłam na Malcie przez pierwszy tydzień Listopada, jeździłam tylko komunikacją miejską i było bardzo ok. Autobusy czasem się spoźniają bo stoją w ogromnych korkach- to normalne. Rozkłady jazdy umieszczone na przystankach są jak najbardziej aktualne. Co do biletów/kart to chyba najlepiej kupić kartę tygodniową na nieograniczoną ilość przejazdów- działa pięknie. Coś strasznie narzekasz, pojedź do Grecji i zobacz jak tam „działa” komunikacja na wyspach. Na Malcie jest IDEALNIE.

    • obibok

      Karta tygodniowa jest dobra na jednorazowy wyjazd. Niektórzy narzekają, że droga, ale wcześniejsze ceny były „socjalne”, więc ja uważam, że obecne są jak najbardziej w porządku. Natomiast jak ktoś zamierza tam jeździć częściej, to jednak warto sobie zamówić Tallinję. Mi za 5-dniowy pobyt wyszło € euro (w tym € 6 za przesyłkę), a jeździłem sporo.
      Nie mogę się zgodzić, że rozkłady są aktualne. Na liniach 1,2,3,4,47,54,58,61,62,63 i 64 wiszą rozkłady, które nie weszły w życie, z zupełnie innymi trasami i częstotliwościami. Na liniach 3,37 i 71 wiszą rozkłady letnie, z trasami, które obecnie nie są obsługiwane, a na przykład na węźle przesiadkowym Melieha wiszą rozkłady 37, 41, 42, 101 i 102 z częstotliwościami letnimi.
      A co do Grecji – ja tam bardzo często jeżdżę i uwielbiam tamtejszą komunikację. Różnica polega na tym, że w Grecji nikt nie wiesza rozkładów jazdy, a jeśli publikuje je w internecie, to tylko odjazd z pętli (z jednej pętli, a nie z obu). I autobusy jeżdżą dokładnie tak samo – odjedzie pętli i jedzie. Na Malcie jest dokładnie to samo – dla kierowcy liczy się tylko odjazd z pierwszej pętli (choć ma wydrukowane międzyczasy, ale on to trznia). Tyle że na Malcie na przystankach wiszą szczegółowe rozkłady, będące pozostałością naiwnych prób ucywilizowania tego przez Brytyjczyków. Więc ja tylko ostrzegam tutaj, żeby nikt się na te rozkłady nie nastawiał. Warto zaopatrzyć się w rozkład zbiorczy, a planując przesiadki zakładać, że autobus może być 10 minut wcześniej, a jak będzie pełny, to nie zabierze. Ja tak robiłem i wszystko mi świetnie spasowało.
      A tak swoją drogą, to widziałem że w Grecji i na Cyprze autobusy jeżdżą z przesadną nawet punktualnością i dbałością o wierne obsłużenie nawet najbardziej skomplikowanej trasy. Prawdopodobnie wynika to ze śledzenia GPS. Maltański organizator (TM) też się tym chwali, ale jak są silne związki, to on sobie może to śledzenie do lodówki włożyć…

      • Ewa

        Zrozum, że twoje zdanie nie jest najważniejsze i jedyne. Wypowiedziałam się ja i Andrzej poniżej- obydwoje dopiero co wróciliśmy z Malty i obydwoje mamy super pozytywne wrażenia związane w komunikacją. oczywiste jest to, że nie należy trzymać się kurczowo godzin jazdy z rozkładu ale tak jest wszędzie, ze autobus przyjeżdża z kilkuminutowym poślizgiem – pokaż mi miasto w Polsce gdzie komunikacja miejska jest na czas. Jesteśmy do tego przyzwyczajeni więc po co aż tak przestrzegasz ludzi przez transportem na Malcie. Tam nawet jak kierowca nie zabiera już pasażerów bo autobus jest zapchany – to co z tego- można jechać innym, spokojnie się przesiąść i dojechać od celu- nie raz nas to spotkało ale wyspa jest tak mała, ze nie jest to żadnym problemem. Poza tym będąc tam człowiek nabiera takiego życiowego luzu jak w żadnym innym miejscu na świecie. Mówisz, że transport w Grecji jest o wiele lepszy – no trochę to dziwne, bo jeśli nie jedziesz z pętli tylko polujesz na jakiś przystanek to nigdy nie wiesz kiedy jakiś autobus podjedzie, no i jeździ ich bardzo mało. Podtrzymuję swoje zdanie, że Twój wpis to zwykłe polskie narzekactwo.

        • obibok

          No więc pod tym względem Grecja nie różni się od Malty – nigdy nie wiadomo, kiedy przyjedzie, poza pętlą. Z tą różnicą, że w Grecji tego nie podają do wiadomości (każdy wie, że sam musi ocenić), a na Malcie podają i właściwie jest to dezinformacja. Mi to nie przeszkadza, bo znam południowe klimaty i po to tam jeżdżę. Napisałem tę relację, żeby przestrzec tych, którym się wydaje, że będą się przesiadać „na styk” z zegarkiem w ręku, albo będą chcieli ufać rozkładom przystankowym.
          Natomiast nie odróżniacie chyba zasadniczej kwestii – opóźnień (na które przewoźnik z reguły nie ma żadnego wpływu) od przyspieszeń, wynikających z niechlujstwa kierowców. W Polsce w większości miast dopuszcza się odjazd maksymalnie jedną lub dwie minuty przed czasem. Tu – na Malcie ruszają beztrosko nawet 10 minut wcześniej, a pasażer może sobie czekać na następny. W Polsce to nie do pomyślenia, podobnie jak nie do pomyślenia, żeby nie umieścić w internecie aktualnych rozkładów, albo żeby rozwiesić te, które MOŻE kiedyś wejdą w życie.
          I chyba dlatego lubię jeździć do tych południowych krajów – raz, miło choć raz odczuć, że gdzieś jest gorzej niż w Polsce (bo trzeba przyznać, że przez ostatnie lata zrobiliśmy wielki krok do przodu). A dwa – że tam jest inna mentalność i nikt się niczym nie przejmuje. U nas jak autobus się spóźni pięć minut, to pasażerowie grożą kierowcy, że go zwolnią i będą torturować, a potem babcie odpalają papeterie i wysyłają skargi. A taki Grek czy Maltańczyk to żyje na luzie – idzie na przystanek i czeka. Może przyjedzie, a jak nie, to… może jutro przyjedzie.
          Kiedyś zwiedzałem jakiś zameczek na Cyprze. Akurat był jarmark świąteczny i zamknęli drogę. Pytam pana z informacji turystycznej na recepcji, którędy dziś jedzie autobus. A on mi na to tak: „Będzie, będzie. Nie wiem, czy za pół godziny, czy za godzinę, ale na pewno będzie”. Uśmiałem się, bo byłem jedną z nielicznych osób na wyspie posiadających w kieszeni rozkłady i wiedziałem, że ostatni jest za 10 minut. I to jest właśnie ich podejście – typowa „maniana”!

  • Znamy Obiboka już jakiś czas i o wszystko możemy go podejrzewać, ale nie o narzekanie, aczkolwiek można odnieść takie błędne wrażenie czytając ten tekst i nie znając uprzednio jego „dorobku”. Mapy Obiboka są dowodem na to, że jest on niezwykle rzetelnym, sumiennym i pracowitym pasjonatem szeroko rozumianej tematyki transportu, nie tylko na Malcie. Dlatego też jego uwagi wyrażone w niniejszym tekście osobiście odbieram jako trafny i zabawny komentarz pisany z przymrużeniem oka. Tę relację czyta się z uśmiechem na twarzy i jest to jak najbardziej pozytywna emocja budząca pozytywne wspomnienia z wyspy.
    To bardzo dobrze,że opinie w komentarzach są różne. Bez tego nie byłoby konstruktywnej dyskusji. Proponuję jednak wcześniej porównać mapkę Obiboka z mapką turystyczną rozdawaną za darmo na lotnisku. Obibok jest drobiazgowy, ale to jest jego zaleta.
    Prawdą natomiast jest to, że to na ile sprawnie poruszamy się komunikacyjnie na Malcie jest loterią, bo nam wielokrotnie zdarzało się podróżować punktualnie jak w szwajcarskim zegarku, jak również dokładnie tak, jak opisuje Obibok. Wydaje się, że to jest element śródziemnomorskiej kultury.

    • obibok

      Jak już mówimy o pozytywach, to zauważyliście uprzejmość tych kierowców? Ja to obserwuję prawie w każdym kraju, oczywiście poza Polską. Jak jechałem do Ċirkewwy, to na węźle Għadira próbował do autobusu wsiąść inny kierowca, który właśnie zdał zmianę. Wypadł za swojego autobusu i próbował dobiec do naszego hamującego. Facet po pięćdziesiątce, z brzuszkiem. Tak fajnie drypsił nóżkami, że pani kierowczyni zaczęła sobie robić z niego jaja i co dobiegł, to popuszczała hamulec, a on znowu biegł. Raz już prawie się zatrzymała i znów wcisnęła gaz, a ten dalej. Pasażerowie pokładali się ze śmiechu razem z nią i pan kierowca jak wszedł, to też tryskał humorem. Od razu skojarzyłem z większością znanych mi kierowców z Polski, którzy pewnie wpadli by z tą swoją miną frustrata i wygłosili „co ty odp…lasz, poj…ło cię?”. Koleżanka z pracy mi mówi, że to temu, że tam zawsze świeci słońce i ludzie mają pozytywny stosunek do życia…

      • To musiało na żywo zabawnie wyglądać:-D Faktycznie są bardzo sympatyczni i pomocni. Bez tego trudno by im było przetrwać wysoki sezon i tysiące tych samych pytań dziennie.My też zawsze mogliśmy liczyć na pomoc kierowcy gdy pytaliśmy o drogę. Zdarzyło nam się też kiedyś przez 3 dni z rzędu jeździć na jednej trasie (Bugibba-Valletta) bez biletów, ponieważ kierowca każdego dnia tłumaczył nam, że skończyła się rolka:-)

        • obibok

          Zawsze jak jestem w takich turystycznych miejscach, to podziwiam cierpliwość kierowców. Jako miłośnik komunikacji zawsze uważałem, że dobro i zadowolenie pasażera jest wartością najwyższą, ale nie zmienia to faktu, że pasażerowie swoją upierdliwością i głupotą czasem mogą wyprowadzić z równowagi. Zwłaszcza w takich miejscach. Podjeżdża doskonale oznakowany autobus – ma wyświetlacz, na przystanku jest rozkład, a co chwilę podbiega ktoś i pyta – co to, dokąd, ale czy na pewno tak jak na tablicy itp. Ja na miejscu tych kierowców zostałbym szybko odwieziony do psychiatryka. I w Polsce też tak pytają, choć nierzadko widzę, że kończy się to zatrzaśnięciem kabiny przez kierowcę, albo odpowiedzią, że jedzie tak jak na rozkładzie. I tyle.

  • Krystian Nałęcz

    Panie „Obiboku” serdecznie Panu dziękuję za kawał dobrej roboty z mapami komunikacji. W lecie dzięki pracy Pańskiej poruszaliśmy się jak po sznurku razem z grupą znajomych i prawdą jest co Pan piszesz o jakości komunikacji na Malcie. Sporo się poprawiło przez ostatnie lata ale też sporo mają jeszcze do popracowania w kontekście europejskich standardów. Z pewnoscią skorzystamy w grudniu ponownie z Pańskiego doświadczenia i wiedzy. Pozdrawiamy!

    • obibok

      Nie jestem przekonany, czy oni chcą się dostosowywać do wyższych standardów. To nie leży w naturze południowców – zresztą my, Polacy, mamy z nimi pod tym względem wiele wspólnego. Południowiec idzie na przystanek na zasadzie „może przyjedzie, a jak nie to jutro”. I jemu niepotrzebny jest rozkład.
      I właśnie chodzi tu o to, by pojechać tam z takim nastawieniem. I wtedy urlop jest piękną przygodą, a nie stresem.
      Spróbuję jutro rozwinąć swoją relację o opis, jak można – na moim przykładzie – podróżować po Malcie bezstresowo.

  • ona.74 Gazeta.pl

    Poproszę uprzejmie o mapkę komunikacyjną Gozo, lecę w najbliższą sobotę, z góry serdeczne dzięeeeki:)

    • obibok

      Wyjdź wyżej i znajdź temat pod tytułem „Komunikacja na Malcie 2015”. Tam jest możliwość pobrania.

  • Karolinaa

    Witam,
    Trochę odstraszająca recenzja byłam na malcie i gozo końcem października początkiem listopada tego roku,podróżowaliśmy autobusami , fakt samochodem byłoby szybciej ,ale nie żałuje! Praktycznie każdy autobus był na czas , kultura kierowców bardzo duża. Jeśli ktoś jest bardzo wymagający i nie chce czekać na spózniony pks 10 czy 15 minut to niech wynajmie samochód to samo radzę osobą , które chcą dużo zwiedzać w okresie zimowym kiedy dzień jest krótki. Dla pozostałych chętnych przygód i wyluzowanych polecam maltańskie pksy 😉 P.S przed wyprawą myślałam o wypożyczeniu roweru ,ale ze względu na duże wzniesienia i równie ostre zjazdy ciesze się ,że tego nie zrobiłam. Ducha bym wyzionęła przy podjazdach 🙂 a w polsce dużo jeżdżę po terenach górzystych . Polecam również maltańskie piwo Cisk i winko pychotka:):)

    • obibok

      Ja się na ich komunikacji właściwie też nie zawiodłem. Owszem, mają w nosie rozkłady, oprócz tego stoją w korkach, ale można się nauczyć z nich korzystać. Jeśli recenzja jest odstraszająca, to coś mi w niej nie wyszło, bo dla mnie jest ok. Naczytałem się wprawdzie sporo recenzji, że tam nic nie działa, pełne autobusy nie zabierają ludzi, ale to może w sezonie jest taki dramat. Ja jeżdżę poza sezonem i da się żyć. Owszem, parę razy jechałem przepełnionym autobusem, który się nie zatrzymał machającym pasażerom. Ale i tak zaraz jechałby tam jakiś następny. Po prostu trzeba wiedzieć, które trasy omijać i gdzie nie wsiadać.

  • Jarek

    Już tu jesteśmy. Pierwotnie zdecydowani byliśmy na wypożyczenie auta ale droga z lotniska -przejazd taksówką i obserwacja „pracy” kierowcy trochę nas przeraziła …. -pierwszy dzień może jakimś busem ? …. a potem poćwiczę sobie na parkingu i w drogę

  • BOG

    Gdzie i w jaki sposób mogę uzyskać dostęp do mapki 🙂

    • obibok

      Wyjdź do Niezbędna i znajdź wątek „Komunikacja na Malcie 2015/2016”.

  • Sebastian

    czy ktoś mógłby mi wyjaśnić różnicę między Tallinj’a a karta tygodniowa ?

  • Justyna dudała

    czy ktoś mógłby mi łopatologicznie objaśnić różnicę między karta tygodniowa a Tallinj’a

  • Justyna dudała

    pisałeś wcześniej , że bardziej opłaciła Ci się karta Tallinja za 18€ niż tygodniowa za 6,50€ i nie bardzo łapię o co chodzi

    • obibok

      Tak. Oczywiście użyłem skrótu myślowego, nazywając „Tallinją” kartę sztywną. Bo w sumie miękka tygodniowa to też Tallinja.
      Tak czy inaczej, za wysyłkę sztywnej karty do Polski zapłaciłem € 6, doładowałem ją za € 12, więc wyszło € 18. Z tego € 3,75 mi zostało, a że załapałem się na listopadową promocję, to mam teraz stan konta € 13,75.
      Natomiast „miękka” karta tygodniowa kosztuje € 21,00.

  • Tomasz Jaworowski

    W jaki sposób można kupić kartę 7-dniową (najlepiej na lotnisku)?
    Dodam że na lotnisku pojawimy się około 21.

    • obibok

      Na lotnisku jest punkt sprzedaży MPT (na środku przy jednym z wyjść, trudno nie trafić), ale nie mam pojęcia, do której czynny.

      • Tomasz Jaworowski

        Świerze informacje po powrocie.
        Punkt sprzedaży na lotnisku działa rewelacyjnie i chyba jest całodobowy. Przynajmniej o 21,30 działał bez problemu.
        Autobusy jeżdżą w miarę regularnie i właściwie nie mam im nic do zarzucenia poza nadmiernym rozmnożeniem linii, o czym pisał już „Obibok”.
        Trafiła się linia zlikwidowana 49 do Mellieha (może jest ich więcej) i kilka nieścisłości pomiędzy mapka globalną na ścianie w Vallecie a tymi na słupkach.
        Zdarzyło się też że autobus śmignął mimo że machaliśmy i trzeba było czekać na inny 🙁

        • obibok

          49 to nowa linia, istniejąca od grudnia w miejsce dawnej 37. Podejrzewam, że w Valletcie wciąż wisi stara mapa.

  • Julia

    Hej:)
    Płaci się tylko te 21eur na 7dni (za osobę?) czy jest jeszcze jakaś oplata za wydanie karty? Pozdrawiam, Julia.

  • wolę pisać jako gość

    dziękuję za mapę, przyda się za dwa miesiące przy wyjeżdzie na Maltę

  • K konrad

    Proszę o przesłanie hasła do pliku z z mapą i rozkładem jazdy. Chcemy się dobrze przygotować do naszego lipcowego pobytu na Malcie.

    • Rozkład jazdy znajdziesz w odrębnym wpisie – bez hasła.

  • Moniq Gonerra

    Witajcie!
    Powiedzcie proszę czy karta open (7 dni) również obowiązuje na Gozo?

  • Netka

    ile kosztuje wynajecie takiego auta?i jak jest z parkowaniem> czy trzeba placic za parkingi?

  • Ela

    Dzień dobry
    Właśnie wróciłam z Malty 2 dni temu. Przez 4 dni poruszałam sie po wyspie komunikacja miejska. Byłam w stolicy,na plażach,dojechałam do przeprawy promowej na Gozo. I nie mam żadnych zastrzeżeń do tamtejszej komunikacji. Autobusy jeździły często,moze nie były punktualne co do minuty,ale to dlatego,ze większość przystanków była pusta i tam nie stawały. Ale jak nie zdażyło sie na jeden autobus,to inny był dosłownie za pare minut. Autobusy w pełni klimatyzowane,nawet nieraz było za zimno ;-),czytelne wyświetlacze z nazwami przystanków i bardzo dużo miejsc przystankowych,zlokalizowanych w dobrych punktach. Kierowcy w większości uprzejmi,mówią po angielsku,potrafią i chcą wyjaśnić gdzie wysiąść itp. Bilet normalny 2 euro ważny 2 godziny. Oczywiście sa tez karty,ale ja nie planowałam dużo jeździć (potem sie okazało,ze jednak trochę pojezdzilam) i nie kupiłam,ale z tego co przeczytałam jeden przejazd kosztował 0,74 euro. Jeżeli chodzi o wiadomości w internecie to znalazłam stronę przewoźnika z trasami i rozkładami jazdy. Dodam tylko,ze byłam w miejscowości San Pawl. I jeszcze spotkała mnie miła niespodzianka: promem na Gozo tam i sportem plynelam za darmo (moze było jakieś święto? ;-). Znalazłam tez przy okazji przegladania strony przewodnika autobusy z i na lotnisko,co było sporym zaskoczeniem,bo myślałam,ze tylko prywatni przewoźnicy jeżdżą na lotnisko (sa to linie ze znakiem X).

  • Sławomir Bojan

    Mapę offline możesz ściągnąć z google maps, ale opcja autobusów będzie wyłączona.
    Jest też fajny i darmowy Sygic offline, ale nie wiem czy są tam autobusy, jeszcze nie aktualizowałem mapy.

    • Zbyszek Majewski

      Tak już wiem, przeoczyłem to, że od jakiegoś czasu Google oferują mapy również offline. Można wybrać sobie jakiś ograniczony obszar i zapisać. No i mamy mapę z przystankami. Niestety nie działa nawigacją, ale tą można sobie za darmo ściągnąć i też będzie działa offline. Nie będę tu reklamować konkretnych produktów. Każdy łatwo sobie wyszuka.

  • Halina

    Dzień dobry!
    Poproszę o hasło do mapek. Z góry dziękuję.

  • Katarzyna

    Poproszę o kod do mapy, pozdrawiam

  • Marek

    Prosze o haslo

  • Marek

    prosze o haslo

  • kraki

    Dzień dobry,
    w związku z planowanym wyjazdem na Maltę w połowie lutego,
    bardzo proszę o hasło do mapy. Mapa komunikacyjna na pewno ułatwi zwiedzanie wyspy.
    Bardzo dziękuję i pozdrawiam,

  • Anna Wysocka

    czy można poprosić hasło do mapy. Pozdrawiam i dziękuję za dobrą robotę

  • Natalia Fbn

    dobry wieczór,proszę o hasło

  • tomiras tom

    Poproszę o hasełko

  • Grzeorz

    prosze o hasło

  • Magda

    I ja serdecznie poproszę o hasło, z góry dziękując

  • Morf Ik

    Poproszę o hasło 🙂

  • Tomek

    Dzień dobry! Proszę o hasło. Z góry dziękuję! 🙂

  • Proszę to sprawdzić na stronie Malta Public Transport. Nie podróżowałam nigdy z tak małym dzieckiem, więc nie mam doświadczenia, ale być może inni Czytelnicy pomogą.

  • Justyna D-M

    poproszę o hasło 🙂

  • Alicja Pernak

    poproszę o hasło do mapki, dziękuję

  • Wejdź na stronę maltańskiego przewoźnika Malta Public Transport. Tam znajdziesz Journey Planner. Wpisujesz punkt A oraz punkt B a system wyznacza Ci kilka tras. Nie zawsze robi to poprawnie, wtedy można posiłkować się mapkami Obiboka i sprawdzić czy wszystko się zgadza, ale na prostych trasach system wyznaczania trasy powinien sobie całkiem sprawnie poradzić.

X