Polecamy relację Oli, która z przyjaciółmi spędziła na Malcie wrześniowe wakacje.

***

Malta, Gozo i Comino – 9-20 września 2014

Dzień 1 (wtorek 09.09.2014) – Ghadira Bay

Około godziny 7 startujemy 5-osobową grupą liniami Ryanair z lotniska we Wrocławiu. 2,5 godziny niezwykle spokojnego lotu i lądujemy na lotnisku Malta Luqa. Na wstępie zaskoczyło nas, że nie poczuliśmy buchnięcia gorącego powietrza, jakiego się spodziewaliśmy przy opuszczaniu samolotu. Jednak już w południe przekonaliśmy się, że upał panuje tu nieziemski i na brak słońca nie będziemy narzekać. Odbieramy bagaże, za 6,5EUR kupujemy bilet tygodniowy na komunikację miejską, a następnie autobusem X1 udajemy się do Melliehy, gdzie spędzimy 6 kolejnych dni. Zaraz po wyruszeniu w drogę dostrzegamy niezwykłe zróżnicowanie ukształtowanie terenu. Co chwilę podjeżdżamy pod górę mając wrażenie, że autobus już dalej nie da rady, by za chwilę zjechać gwałtownie w dół i tak w kółko. Trzeba też wspomnieć, że ruch na Malcie jest lewostronny, a kierowcy niezwykle wyluzowani, do czego niełatwo się przyzwyczaić. Po około godzinie drogi wysiadamy na przystanku Mellieha Interchange. Dotarcie z niego do mieszkanka, które wcześniej zarezerwowaliśmy, nie odbyło się bezproblemowo, gdyż połapać się w tych dziwnie nazwanych, krętych uliczkach to nie lada wyzwanie. Jednak po kolejnej godzinie tułania się z bagażami udało się! Apartament z 3 sypialniami, 2 łazienkami, kuchnią i salonem okazał się bardzo dobrym rozwiązaniem dla naszej piątki. A taras z widokiem na kościół, zatokę i Morze Śródziemne wraz z Gozo w tle zadowolił nas najbardziej.

Ogarnęliśmy się szybciutko i poszliśmy na najdłuższą na Malcie piaszczystą plażę – Ghadira Bay. Pogoda jest przepiękna, natomiast co do samej plaży uczucia mamy mieszane. O ile hałas z pobliskiej, bardzo ruchliwej drogi, jakoś szczególnie nie przeszkadza, to turyści owszem. Jest ich tu zdecydowanie za dużo, cała plaża obstawiona leżakami i parasolami, więc pewnie w szczycie sezonu znalezienie miejsca graniczy z cudem. Nam się udaje bez większych problemów. Woda jest nieco zanieczyszczona przez turystów i łodzie, ale raczej przejrzysta. To co jednym się podoba, a innym nie to bardzo długi i płytki brzeg. Trzeba przejść naprawdę spory kawałek w głąb morza, żeby zanurzyć się choćby do pasa. Z tego powodu Ghadira Bay jest uznawana za idealną plażę dla rodzin z dziećmi. Dla mnie jest ok, ale na pewno będę szukać lepszej.
Przed wieczorem wracamy do mieszkanka, ogarniamy się i wychodzimy na kolację. Mellieha jest miejscowością typowo turystyczną, ale bardzo spokojną. Na głównej ulicy znajduje się kilka czy kilkanaście restauracji i sklepów i to wszystko. Menu praktycznie w każdej knajpie takie samo: pizza, burgery, makarony, ryby i królik. Ceny w granicach 5-30EUR, ale za 8-15 można się porządnie najeść.
My bezpiecznie postawiliśmy na burgery i pizze. Później kupiliśmy jeszcze winko (polecamy białe Lachryma Vitis za niecałe 2EUR :D), które wypiliśmy na wzgórzu tuż obok kościoła z widokiem na Ghadira Bay, morze i Gozo w oddali.

Dzień 2 (środa 10.09.2014) – Paradise Bay + Bugibba
Dziś w planach były dwie, przez wiele osób uznawane za najładniejsze, plaże Malty. Pierwszy autobus, który podjechał, nie zabrał nas, gdyż miał już za dużo pasażerów. Kolejny do którego wsiedliśmy okazał się niewłaściwym i żebyśmy nie musieli wracać, zmieniliśmy nieco plany. Wybraliśmy się na Paradise Bay. Wysiedliśmy na przystanku Musa (2 przystanki przed Cirkewwa). Zobaczyliśmy w lewo znak Paradise Bay, jednak nie było tam żadnego chodnika, więc uznaliśmy, że to droga i znak dla aut, a my udaliśmy się prosto w stronę portu. Niestety po około 600m. zobaczyliśmy w oddali po lewej stronie ową plażę, więc okazało się, że jednak źle poszliśmy. Zawróciliśmy i udaliśmy się ponad kilometr w kierunku, który wskazywał znak. Asfaltowa droga pod górę w samo południe to nie lada przeprawa.

Później jeszcze wąskimi schodami w dół i dotarliśmy! Plaża wynagrodziła nam wszelkie trudy! Wg mnie jest to najładniejsza plaża na Malcie i zasługuje na miano Paradise. Jest co prawda niewielka, ale woda jest wręcz przezroczysta. Wchodząc do morza po pas, bez problemu można zobaczyć swoje stopy. Fani snorkelingu mają możliwość pooglądania kolorowych rybek, znajdują się tu również bary, więc właściwie wszystko czego potrzeba do odpoczynku.

Po południu wróciliśmy do Melliehy (okazało się, że raz na godzinę jeździ tam autobus 37A, więc droga powrotna nie była taka ciężka), żeby wieczorem udać się do oddalonej około 6 km miejscowości Bugibba. Jest to jeden z najpopularniejszych kurortów na Malcie i zdecydowanie bardziej tętniący życiem niż Mellieha. W jednej z klimatycznych restauracji zjedliśmy kolację. Na 2 talerzach zagościły scampi – smażone kulki rybne z frytkami i surówką, które zdecydowanie mogę polecić. Norbert odważył się spróbować królika, jednak fenek nie został jego faworytem. Reszta zjadła pizze, która jest tu naprawdę smaczna. Zważywszy na niewielką odległość, Włochy prawdopodobnie mają swój wpływ na
maltańską kuchnię. Da się również zauważyć akcenty brytyjskie, jak chociażby typowe english breakfast, gdyż Malta jest byłą kolonią brytyjską. Po kolacji przespacerowaliśmy się jeszcze po Bugibbie, wypiliśmy winko nad morzem, a gdy chcieliśmy wracać okazało się, że autobusy nocne jeżdżą tylko w piątki i soboty. Tym samym zostaliśmy zmuszeni do powrotu taksówką i wydania 25EUR.

Dzień 3 (czwartek 11.09.2014) – Gozo i Comino
Wg mnie chyba najfajniejszy dzień naszego wyjazdu. A to za sprawą wycieczki na Gozo (jedną z wysp Malty) oraz Crystal Lagoon i Blue Lagoon. Do wybrania się na zorganizowaną wycieczkę zachęciła nas relacja prowadzących bloga maltaigozo.pl. Dostaliśmy od nich wszelkie namiary do zrobienia rezerwacji oraz vouchery zniżkowe. Za Combi Tour, bo tak nazywała się wycieczka, którą wybraliśmy, zapłaciliśmy 56EUR/os i były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Ok. godz. 9.30 z Melliehy zabrał nas autobus i zawiózł do mini portu obok Ramla Bay, gdzie już czekał na nas niewielki, ale bardzo ładny statek. Popłynęliśmy na Gozo, gdzie połowa osób przesiadła się do yeepów, a reszta, w tym my, wyruszyła w rejs do Crystal Lagoon. Widoki i kolor wody są naprawdę nie do opisania. Zatrzymaliśmy się na środku krystalicznej laguny na ok.40min i mieliśmy ten czas dla siebie. Zdecydowaliśmy się na krótki rejs po jaskiniach pontonem z silnikiem elektrycznym. Kosztowało nas to dodatkowe 5EUR/os, jednak wrażenia były niesamowite. Rejs trwał trochę za krótko, ale wpłynęliśmy między innymi do ciemnej jaskini, która miała piaszczystą plażę w środku i kilku innych ciekawych grot, także naprawę było warto. Pozostały czas można było spędzić na podglądaniu rybek i pływaniu w lagunie bądź podziwianiu pięknego krajobrazu z pokładu statku z lokalnym gozyjskim winkiem w dłoni.

Następnie popłynęliśmy do Blue Lagoon, która jest chyba nieco bardziej zanieczyszczona przez turystów i wpływające do niej statki, ale równie urokliwa. Tutaj spędziliśmy 1,5 godziny jedząc lunch składający się z lokalnych przysmaków, karmiąc rybki i pozując do zdjęć na tle błękitnej laguny.

Czas minął błyskawicznie i musieliśmy wracać na Gozo. Teraz nasza grupa przesiadła się do yeepów. Trafiliśmy na driverkę, która miała trochę problemów z manewrowaniem dość opornym autem, ale była bardzo sympatyczna i rozgadana. Dzięki niej dowiedzieliśmy się wielu ciekawostek na temat życia na Gozo. Z portu w Mgarr ruszyliśmy w kierunku Victorii i gdzieś po drodze się zgubiliśmy odłączając się od naszego konwoju. Jednak niedługo po tym dotarliśmy do pierwszego punktu naszej wyprawy – Azure Window – widok zdecydowanie zapierający dech w piersiach. To niezwykłe okno powstało w wyniku erozji wapienia. Patrząc na Azure ciężko uwierzyć jak niesamowite rzeczy potrafi stworzyć natura. Bardzo ubolewaliśmy, że mogliśmy tam spędzić zaledwie 20 min., ale niestety nasza driverka już zaczęła się denerwować, bo wszystkie pozostałe yeepy z naszej wyprawy już odjechały.

Udaliśmy się do Sanktuarium Matki Bożej z Ta Pinu, które jest uznane przez Stolicę Apostolską za miejsce objawień, gdyż słyszano tu głos Matki Boskiej nawołującej do modlitwy. W maju 1990 roku mszę święta odprawił tutaj Jan Paweł II. Wchodząc do sanktuarium należy pamiętać o odpowiednim ubiorze lub założeniu peleryny na ramiona i nogi.

Kolejnym punktem naszej wycieczki były Salt Pans – 350-cio letnie formy solne, w których produkowana jest sól morska.

Później udaliśmy się na taras widokowi, gdzie mogliśmy zobaczyć Ramla Bay – plażę o nietypowej, czerwonej barwie piasku oraz Calypso Cave w oddali. Ostatnim celem naszej wycieczki był deptak, z którego rozlegał się widok na całe Comino. Po tym zostaliśmy odwiezieni do portu w Mgarr skąd wróciliśmy statkiem na Maltę. Po ogarnięciu się, pełni nowych wrażeń, wyszliśmy na szybką kolację do jednej z knajpek w Mellieha.

X